as Gaeilge English version




Jezus jest szczęśliwy, idąc razem z nami, tak jak prawda jest szczęśliwa, gdy jest mówiona, jak życie, które jest przeżywane, jak światło, które jest zapalane, jak miłość, która jest kochana, jak radość, która jest dzielona, jak pokój, który się rozprzestrzenia.

Św. Franciszek

Ufając Bogu - Historia S. Gabrieli.

Wielu moich przyjaciół było oszołomionych, gdy usłyszeli, że wstępuję do zamkniętego zakonu. Mam nieco 'szaloną' osobowość, więc trudno im było wyobrazić sobie mnie jako zakonnicę! Jednakże, gdy patrzę wstecz, zdecydowanie widzę, że silna nić wiary tkała się przez moje życie, a Pan połączył wszystko razem, aby mnie tutaj przyprowadzić. Pochodzę z 'ubogiej dzielnicy' Galway, więc jestem prawdziwą mieszkanką bardzo lubiącą swoje rodzinne miasto. Moi rodzice mają fantastyczną wiarę i miałam to szczęście, że byłam zanurzona w atmosferze, gdzie wiara była taką zwyczajną częścią życia człowieka. Codziennie wieczorem odmawialiśmy różaniec. Nasz udział może nie zawsze był entuzjastyczny, ale było pewne poczucie bezpieczeństwa w poświęcaniu czasu Bogu i pamiętam jak moja mama przychodziła wieczorem pobłogosławić nas święconą wodą; czuliśmy się później w nocy bezpieczni.

Po obu stronach mojej rodziny było wiele zakonnic i księży, ale szczególnie po stronie mamy, gdzie byli od pokoleń, więc w pewnym sensie dorastałam z tym. Byłam szczególnie blisko związana z moją ciocią Siostrą Franciszką - Siostrą Miłosierdzia i moim wujkiem Ojcem Frankiem z Towarzystwa św. Kolumba. Dodatkowo, miałam dwóch kuzynów ojców franciszkanów. Ojciec Franciszek był blisko związany z moim tatą, więc często się spotykaliśmy. Moja mama miała jeszcze jedną siostrę - Siostrę Gabrielę w zakonie Sióstr Klarysek w Anglii. Niewiele o niej wiedziałam gdyż miała ona mało kontaktu ze światem zewnętrznym. Rozmawiałam z nią tylko jeden raz telefonicznie, kiedy była w szpitalu kilka miesięcy przed jej śmiercią. Od mojej mamy wiem, że miała żywą osobowość i bardzo życzliwe usposobienie. Wszystkie te osoby miały wpływ na mnie, ale największym świadectwem, jakie dawały była ich ogromna radość z powołania.

Generalnie rzecz biorąc, nasz dom był głośny i pełen życia, byliśmy grupą bardzo żywych ekstrawertyków, którzy swobodnie mówili, co myślą; sekrety zdarzały się bardzo rzadko. Tak naprawdę nie bardzo interesowałam się szkołą. Nie mogłam doczekać się powrotu do domu popołudniu, czytania, oglądania telewizji i zabaw z przyjaciółmi.

Wspominam z mojego dzieciństwa jak czytałam żywoty świętych i myślałam, że chociaż wspaniale byłoby ich naśladować, to dla mnie byłoby to niemożliwe. Moim ulubionym świętym był święty Antoni i rozmawiałam z nim jak z przyjacielem. Pamiętam jak wołałam do niego, gdy miałam 11 lub 12 lat (byłam bardzo wrażliwym dzieckiem i płakałam z powodu najmniejszego urażenia mojego 'delikatnego ego'). Nie otrzymałam odpowiedzi, której szukałam, ale już po fakcie widzę, że odpowiedział na tę modlitwę w sposób, jakiego się nigdy nie spodziewałam. Nauczyło mnie to zaufać sile wstawiennictwa świętych nawet, jeśli w danej chwili wydaje się nam, że nasze modlitwy nie są wysłuchiwane.

Naszym lokalnym kościołem był Kościół Franciszkanów. Należałam tam do chóru i byłam też członkinią Legionu Maryi, co po raz pierwszy wprowadziło mnie do grupy modlitewnej i dyskusyjnej i uwielbiałam to. W ramach naszej pracy apostolskiej musieliśmy odwiedzać starszych ludzi i dawało nam to ogromną satysfakcję. Młodzi ludzie w naszej okolicy uczęszczali na spotkania klubu młodzieżowego odbywające się w holu franciszkańskim, więc obecność franciszkanów miały silny wpływ na wiele lat mojej formacji.

Miałam szczęście nawiązać wspaniałe przyjaźnie, gdy poszłam na studia. Nawiązałam dobrą przyjaźń z dziewczyną z Galway o imieniu Marina, która również studiowała handel na lokalnym uniwersytecie. Świetnie się bawiłam na studiach ? egzaminy były drugorzędne w wirze życia towarzyskiego. Muszę się przyznać, że spędzałam dużo więcej czasu pijąc kawę w restauracjach niż ucząc się w bibliotece. Właściwie, patrząc wstecz, nie miałam dobrych wyników na egzaminach, ale nawiązałam wiele przyjaźni i wiele nauczyłam się o życiu i ludziach. Po studiach dostałam wreszcie pracę jako księgowy stażysta i po tym jak kilka razy oblałam egzaminy, w końcu uzyskałam dyplom w 1989 roku.

Punktem zwrotnym w moim życiu był rok 1985 kiedy mój tato przyniósł do domu film wideo z Medjugorje. Byłam nim zafascynowana i zadziwiona faktem, że Nasza Pani rzeczywiście się objawiała grupie młodych ludzi w naszych czasach. Widocznie objawienia kojarzyły mi się z Lourdes i Knock gdzie miały one miejsce w XIX wieku.

Ojciec Slavko przybył do naszego opactwa w Galway w 1985 roku. Poszłam na spotkanie z nim i poczułam się bardzo pociągnięta przesłaniami od Naszej Pani oraz faktem, że wzywała nas do świętości życia, do czegoś, co jak sądziłam było zarezerwowane dla świętych. Rozpoczęłam poszukiwania Boga i pragnienia wzrastania w jego miłości. W końcu w 1987 roku wybrałam się na spotkanie modlitewne z Mariną. Tam, wprowadzono nas w głębsze życie modlitewnie jak również w większe zrozumienie i miłość dla pięknego nauczania Kościoła Katolickiego. Jako grupa pod przewodnictwem Ojca Des O?Malley R.I.P. zostaliśmy zaangażowani w prowadzenie seminariów 'Życia w Duchu'. Są one wspaniałymi środkami ewangelizacyjnymi i pomocą ludziom w formowaniu osobistej relacji z Bogiem.

Po raz pierwszy pojechałam do Medjugorje w 1988 roku. Wahałam się, co do wyjazdu, ponieważ obawiałam się, że Nasza Pani mi się ukaże! Myślę, że pokonałabym ten strach raczej szybko gdyby Nasza Błogosławiona Matka obdarzyła mnie tak ogromnym darem. Byłam w Medjugorje trzy razy i miejsce to stało się dla mnie w pewnym sensie znajome jak drugi dom - miejsce, gdzie człowiek jest dosłownie w domu, w sercu swojej matki. Myślę, ze Nasza Pani wzywa nas do powrotu do prawdziwie chrześcijańskiego życia opartego na wartościach ewangelicznych. Jest to droga do świętości i szczęścia; jako Nasza Matka chce dla nas tego, co najlepsze. Czułam, jak wciągałam się w wielką miłość do modlitwy i ogromne pragnienie niesienia przesłania Bożej miłości ludziom tak by mogli doświadczyć jak bardzo On kocha każde ze Swoich dzieci.

W 1991 roku rozpoczęłam nową pracę w Urzędzie Audytu Samorządu Lokalnego i po raz pierwszy w życiu miałam przyzwoite zarobki i mogłam kupić ładny samochód i wyjechać raz czy dwa razy w roku na wakacje.

Pomimo tego, że w wielu sprawach Bóg mi błogosławił, nadal czułam, że jest coś więcej i nie byłam pewna, czym to coś więcej było, ale czułam rosnący pociąg do życia poświęconego modlitwie. Udałam się do Lough Derg (miejsca pielgrzymek) w 1991 roku i tam spotkałam siostrę Franciszkankę, która należała do czynnego zakonu. To skłoniło mnie do sprawdzenia informacji o kilku franciszkańskich zakonach czynnych, ale nadal czułam, że to nie było to, czego szukałam.

Rozmawiałam z ojcem Des o moim pociągu do życia religijnego i on zasugerował mi żebym przeczytała 'Dzieje Duszy' św. Teresy. Od tego czasu jestem nią zachwycona i staram się przyjmować jej małą drogę w moim życiu, drogę oddania się i prostoty. Weźcie to pod uwagę, że niezbyt dobrze mi to wychodzi, ale ciągle próbuję.

Moja przyjaciółka wstąpiła do Karmelitanek w Knock w 1992 roku i poznałam kilka sióstr odwiedzając ją. Uwielbiałam rozmawiać z siostrami i zwłaszcza z moją miłością do św. Teresy zaczęłam się zastanawiać czy to właśnie tam wzywał mnie Bóg. Tak więc oto miałam wielką miłość do Naszej Pani i św. Teresy, a jednak wiedząc, że moje franciszkańskie korzenie były bardzo głębokie, byłam zdezorientowana gdzie Pan chciał bym poszła.

Mniej więcej w tym czasie zdarzyło się, że uczestniczyłam w opactwie we Mszy świętej. Kilku nowych członków Franciszkańskiego Zakonu Świeckich składało profesję. Poczułam to szalone pragnienie by podejść i zapytać czy ja również mogłabym złożyć profesję. Powiedziałam o tym mojej mamie, która była ze mną i zachęciła mnie żebym poszła. Podbiegłam i zapytałam czy mogę przyłączyć się do tej grupy ludzi, ale przewodnicząca poinformowała mnie, że porozmawiamy później. Ku mojemu zakłopotaniu powiedziała mi, że muszę uczęszczać na zajęcia formacyjne przez rok zanim będę mogła złożyć profesję.
Im więcej dowiadywałam się o duchowości franciszkańskiej, tym bardziej czułam, że to do mnie przemawia - bardzo mi to odpowiadało.

W końcu pojechałam z przyjaciółmi odwiedzić klaryski. Spotkaliśmy Matkę Marię, która była przełożoną, bardzo nas wspierała. Tego roku Marina i ja pojechałyśmy do Włoch i spędziłyśmy tydzień w Asyżu. Miałyśmy szczęście spotkać klaryskę mówiącą po angielsku. Dała nam wspaniały wgląd w rozeznawanie powołania do życia religijnego. Opowiedziała nam też o jej własnym powołaniu i procesie rozeznania, przez który przeszła. Spotkałam się z nią kilka razy i wydaje mi się, że dobrze się tam przystosowała.

Następne dwa lata były w wielu aspektach bardzo trudne. Czułam pociąg do klarysek, ale jednocześnie trudno było mi zrezygnować z pracy i rzeczy, które w życiu lubiłam. Pod koniec lata doświadczałam wiele wewnętrznego zamętu. Dziewczyny, z którymi mieszkałam w Limerick poradziły mi, bym odwiedziła ich przyjaciółkę siostrę salezjankę. Pomogła mi ona się uspokoić i podjąć decyzję. Aby w końcu odnaleźć w sobie pokój wiedziałam, że będę musiała spróbować, więc we wrześniu tego roku powiedziałam Matce Marii, że chciałabym wstąpić.

Kilka miesięcy przed wstąpieniem sprzątałam walizkę pod moim łóżkiem i odkryłam listy od mojej ciotki. Matka Gabriela pisała do mojej mamy w latach sześćdziesiątych. W jednym liście z 1964 roku napisała: 'Kitty (moja mama), czy możesz pomodlić się za postulantki, mała Maura jest jeszcze zbyt młoda by wstąpić';. Miałam wówczas prawie dwa lata. Po przeczytaniu listu odczuwałam jej obecność przy mnie i duchem była ze mną w ciągu mojej podróży.

Wstąpiłam 26 kwietnia.1995 roku w święto Matki Bożej Dobrej Rady. W pewnym sensie trudno mi było przystosować się do nowego otoczenia, w którym się znalazłam. Było we mnie wiele oporu odnoszącego się do pewnych aspektów życia. Dopiero w późniejszych latach nauczyłam się doceniać formację, którą otrzymałam, szczególnie zachętę do rozwijania głębokiego życia modlitwy i wzrastania w charyzmacie franciszkańskim. To jest taki piękny sposób życia, skoncentrowany na miłości i jedności w celu budowania 'Domu Bożego'. Jeśli człowiek jest otwarty na Ducha Świętego, On prowadzi go do większej samoakceptacji i w konsekwencji do większej zdolności dawania siebie innym. Zmarły papież Jan Paweł II często mówił o tym, jak ważne jest stawanie się darem dla innych.

Miałam złożyć swoje śluby wieczyste 26 kwietnia 2001 roku, ale dwanaście dni wcześniej miałam wypadek, w którym straciłam cztery palce. Spędziłam sześć tygodni w szpitalu i jeszcze więcej czasu wracając do zdrowia w klasztorze. Był to dla mnie bardzo traumatyczny czas, ale zdałam sobie sprawę, że Pan może przynieść dobro nawet w najtrudniejszych sytuacjach: rzeczywiście, otrzymałam niezliczone błogosławieństwa w ciągu ostatnich kilku lat i czuję, że Pan umożliwił mi odnosić się do innych z większym współczuciem. Ostatecznie złożyłam swoje śluby wieczyste 7 października 2003 roku. Moje serce pałało radością i wdzięcznością dla Pana za to, że pozostał ze mną i pomógł mi spełnić marzenia. Wspólnota tutaj dała mi niezwykłe wsparcie; doświadczyłam heroicznej cierpliwości i miłości od sióstr, i prawdziwie raduję się, że Pan przyznał mi miejsce w 'Domu Radości'.

Nasza czwórka
21-wsze urodziny
Zakończenie studiów
Włosy do góry!
Z moim wujkiem - Ojcem Frankiem
Ostatni koktajl
Z siostrami
Przed wstąpieniem Mariny
Wciąż nowicjuszka
Profesja wieczysta - z rodziną
Z moją ciocią - S. Franciszką
© Poor Clares, Galway | Prawa autorskie