as Gaeilge English version




Widzieliście jak niosłem was na skrzydłach
orlich i przyprowadziłem was do Mnie.

Wyj. 19;4


Niezwykłe życie modlitwy w oazie w centrum miasta.

Artykuł Dary Bradley oparty na wywiadzie z Siostrą Katarzyną, opublikowany w Connacht Tribune i Galway City Tribune w piątek 6 kwietnia 2007 roku.

Każdy mieszkaniec Galway zna Nuns Island. Mijamy ją przez większość dni w drodze na uczelnię, do pracy czy na zakupy. Ale nie każdy mieszkaniec wie, że w Nun's Island w klasztorze Sióstr Klarysek nadal są zakonnice. Od wieków klasztor pozostaje ukrytą częścią Galway.

Zmierzając ścieżką prowadzącą do prostych, jasnoniebieskich drzwi dużego, białego klasztoru, myślę, bez szacunku, o filmie z Whoopi Goldberg 'Zakonnica w przebraniu', nucąc niestosownie do sytuacji feministyczny hymn 'Siostry robią to same'. Osoba, którą mam wkrótce spotkać okazuje się posiadać obydwie cechy - silnej, ludzkiej kobiety.

Należy ona do Zakonu Sióstr Klarysek, Drugiego Zakonu św. Franciszka, zakonu żeńskiego w Kościele Rzymskokatolickim, założonego w 1212 roku przez św. Klarę i św. Franciszka z Asyżu. Jest to zakon klauzurowy, kładący szczególny nacisk na prowadzenie życia w ubóstwie.

Tak, więc pierwsze pytanie: Dlaczego jakakolwiek kobieta miałaby chcieć spędzić swoje życie w zakonie klauzurowym, w którym jej życie składałoby się z pracy, modlitwy i pokuty? Większość mężczyzn i kobiet we współczesnej Irlandii byłaby przeciwna takiemu pomysłowi.

Tak jak bohaterka grana przez Goldberg - Siostra Mary Clarence w popularnej komedii z 1992 roku, prawdopodobnie wykrzyknęliby: 'Zero alkoholu! Zero seksu! Zero narkotyków! Nie ma mowy!'

Jednak nie było tak w przypadku Siostry Katarzyny, która w 1988 roku podjęła niezwykły krok rezygnując z życia, które znała i wstępując do kontemplacyjnej wspólnoty Sióstr Klarysek. Ponieważ jest to zakon klauzurowy, nie do końca spotykamy się twarzą w twarz - oddziela nas żelazna krata w prosto umeblowanym pokoju z obrazem Chrystusa Pana wiszącym na ścianie za niewielką ramką. Siostra Katarzyna ma około 40 lat, ubrana jest w czarny habit i białe zawicie głowy. Jej prawą dłoń ozdabia obrączka zaślubin. Z entuzjazmem wspomina, jaką była osobą przed wstąpieniem do zakonu - przeciętną, lubiącą rozrywkę nastolatką, praktykującą katoliczką, ale niezbyt religijną. Uwielbiała chodzić na dyskoteki i tańczyć do muzyki Status Quo, Paula Brady i The Eagles. Jej ulubionym drinkiem był kieliszek wina i myślała 'Tequila Sunrises były piękne.'

'Miałam mnóstwo przyjaciół, chłopaka, uwielbiałam zakupy i dyskoteki, uwielbiałam swoją pracę, ale doszłam do etapu, w którym czegoś mi brakowało...szukałam głębszego sensu życia.'

Siostra wyjaśnia, że trudno to ująć w słowa, ale 'była we mnie tęsknota, która pozostawała niezaspokojona i powiedziałam sobie, że ?życie musi mieć jakieś głębsze znaczenie.'

Pierwsze oznaki głębszego znaczenia, którego poszukiwała pojawiły się w maju 1987 roku, gdy przyjaciel rodziny zaprosił ją na pielgrzymkę do Medjugorje w Bośni i Herzegowinie. Powody, dla których wybrała się na pielgrzymkę nie były szczególnie święte: 'Powiedziałam, oczywiście, mogę pojechać, ponieważ trochę się opalę, a wieczorne wyjścia będą tam zapewne tańsze.'

Wzięła udział we wszystkich zajęciach pielgrzyma i to właśnie te zajęcia bardziej niż tani alkohol i opalenizna skłoniły ją do powrotu do Medjugorje pięć miesięcy później. Wtedy to doświadczyła więcej przeżyć duchowych w tym popularnym miejscu pielgrzymkowym. W drodze powrotnej stamtąd znów wstąpiła do miejscowej kaplicy, ale tym razem czuła się inaczej. 'Byłam w siódmym niebie, cała płonęłam! Doświadczyłam właśnie tego przemożnego uczucia miłości do Boga i Jego miłości do mnie. Byłam na prawdę w euforii - to jest przedsmak nieba pomyślałam.'

Był to punkt zwrotny. Mniej więcej tydzień później po powrocie do 'normalnego' życia, gdy pracowała w Roches Stores przechodziła obok klasztoru w Nun's Island i wewnętrznie poczuła, że 'życie modlitwy i pokuty' było tym, czego jej brakowało. Wstąpiła i powiedziała do jednej z sióstr: 'Proszę posłuchać, jestem nadal w euforii po Medjugorje, ale tak właśnie się czuję.'

Na początku Siostra Katarzyna nie ufała siostrom i przez cały rok odwiedzała klasztor by zebrać od zakonnic informacje o ich życiu. Nie chciała wejść do środka, a nawet zabrała ze sobą przyjaciółkę 'w obawie, że zrobią mi pranie mózgu lub zmanipulują mnie bym wstąpiła.'

Ale nie było manipulacji, było tylko magnetyczne przyciąganie Boga i we wrześniu 1988 roku Siostra Katarzyna poczuła, że 'doświadczyła Bożej miłości' i zdecydowała, że chce po prostu poświęcić swoje życie Bogu i cały czas z Nim być.

Wstąpienie do zakonu klauzurowego może być podobne do żałoby dla rodziny i przyjaciół, których się zostawia, tak więc czy jej bliscy byli tak zadowoleni z jej decyzji jak ona sama? 'Moi przyjaciele uważali, że kompletnie mi odbiło' śmieje się, - 'ale moi bracia i siostry byli bardzo wyrozumiali.'

'Być może brzmi to jak paradoks, ale moja relacja z rodziną pogłębiła się, ponieważ więcej dzielą się ze mną swoimi przeżyciami, osobistym życiem i otwierają się przede mną w sposób, w jaki nie robiliby tego gdybym ich stale widywała.'

Ubóstwo jest kolejnym przyrzeczeniem, które siostry muszą złożyć wstępując.: 'Nie mam dla siebie ani centa. Jezus stał się ubogim z miłości do nas, dlatego my dobrowolnie przyjmujemy i akceptujemy oderwanie od rzeczy materialnych.'

Ich głównym źródłem stałego dochodu jest wypiekanie komunikantów dla diecezji w Galway i poza nią. Siostra mówi, że wszystkie datki, jakie otrzymują idą na zakup świec i ogólne utrzymanie klasztoru.

Zakonnice mają ogród warzywny, ale to pomaga im się utrzymać tylko przez trzy miesiące w roku i tak, więc ślub ubóstwa oznacza również, że w dużej mierze są one zależne od hojności ludzi mieszkających w Galway.

Siostra Katarzyna jest nadal wyraźnie poruszona ogromną dobrocią kobiety spotkanej pewnego dnia przy bramie, gdy wracała z jednego z rzadkich wyjść z klasztoru do lekarza, która wręczyła jej paczkę zawierającą ser, chleb i puszkę fasoli. Przypadek, gdy pracownik, który naprawiał pękniętą ścianę klasztoru wręczył jej worek ziemniaków, ponieważ te które ugotowały wcześniej tego dnia były szczególnie niedobre, jest kolejnym przykładem dobroci który jej utkwił.
- Taka hojność jest po prostu niesamowita - mówi. 'Mieszkańcy Galway są cudowni... Nigdy nie głodujemy, ale nie mamy tez jadłospisu, jesteśmy całkowicie zależne od tego, co otrzymujemy w darze. Zdarzają się małe cuda, pomodlę się żeby coś się pojawiło i z całą pewnością to otrzymujemy.'
Pierwszorzędne posiłki nie są jednak czymś, czego jej brakuje, ale są pewne aspekty życia poza klasztorem, za którymi tęskni i mówi, że bywa tak, że miałaby wielką ochotę pospacerować promenadą w Salthill.
'Nadal jestem człowiekiem, więc brakuje mi moich spacerów czy chodzenia na zakupy w mieście czy też weekendów poza miastem, które uwielbiałam. Ale nie myślę ciągle o promenadzie. Zrezygnowałam z tego dla większej miłości i wyższego dobra - wiedziałam, co biorę na siebie wstępując, to tak jak w małżeństwie, musisz się poświęcać.'

Siostry są często krytykowane za to, że uciekają od 'świata', podczas gdy inne siostry są powołane do nauczania, opiekowania się innymi, co sprawia, że ich praca jest namacalna i widoczna.

'Posłuchaj' - mówi otwarcie, 'nie byłoby mnie tutaj gdybym nie wierzyła w to, co robię. Wierzę w stu procentach, że bycie tutaj i modlitwa za diecezję, kraj i świat przynosi więcej korzyści niż gdybym pracowała na zewnątrz.'

Siostra twierdzi, że jest potrzeba modlitwy, duchowości i że właśnie zakony klauzurowe sprawiają, że ten element w Kościele ciągle żyje. 'Jesteśmy sercem Kościoła i jeżeli to serce przestanie bić - jeżeli przestaniemy się modlić - co stanie się z Kościołem?'
A serce wciąż otrzymuje nową krew - stale są powołania, obecnie trzy młode kobiety odbywają formację i jeszcze jedna ma dołączyć do obecnych 16 sióstr w Galway tylko w tym roku.

Każda z sióstr ma przypisane obowiązki w klasztorze i jest wiele zajęć, które pochłaniają ich czas. Oprócz wypiekania komunikantów, muszą przygotowywać posiłki, zrobić pranie, zajmować się ogrodem i opiekować siostrą, która jest sparaliżowana wskutek udaru mózgu.

Jednakże modlitwa jest głównym zajęciem sióstr i codzienne wstają one o 5.30 tylko po to, by to robić. Oprócz codziennej Mszy świętej, medytacji i czasu indywidualnej modlitwy oraz czytania Pisma Świętego, siostry wspólnie razem odmawiają brewiarz spotykając się siedem razy dziennie, aby się modlić, dwa razy dziennie na cichą medytację, a nawet przerywają sen i wstają w środku nocy na modlitwę.
Pomimo tego, że są fizycznie odcięte od społeczeństwa - wyjścia do lekarza czy dentysty zdarzają się rzadko, oraz tego, że czytają tylko katolickie gazety i słuchają wiadomości radiowych raz dziennie - Siostra Katarzyna wie zaskakująco wiele o problemach dotykających Irlandię. To zrozumienie pochodzi od ludzi, którzy pojawiają się w drzwiach w Nun's Island lub piszą do niej prosząc ją o modlitwę w ich intencjach.

Na wiele sposobów, listy te są mikrokosmosem problemów irlandzkiego społeczeństwa. 'Choroby, rozpad małżeństw, problemy z rodzicami, którzy nie potrafią nawiązać relacji ze swoimi dziećmi czy nadużywanie przez młodych ludzi narkotyków i alkoholu, pomoc parom posiadającym dzieci lub starającym się o adopcję, co tylko chcesz, o to się modliłyśmy. Otrzymujemy też mniejsze prośby o modlitwę, o to by taka a taka drużyna wygrała mistrzostwa Irlandii lub by spotkać odpowiednią dziewczynę /chłopka do małżeństwa. Nie ma granic, co do tego, o co nas proszono o modlitwę - jedna osoba napisała nawet prosząc nas o modlitwę za jej wygraną w lotto!'

W tych rzadkich wypadkach, gdy rzeczywiście wychodzi z klasztoru zauważa znaczne zmiany i nadal wydaje się oszołomiona panującymi wśród młodych ludzi trendami mody. To działa w dwie strony, mówi: 'Gdy ludzie widzą nas jak jesteśmy ubrane, szybko chwytają swoje aparaty czy telefony komórkowe i robią zdjęcia. Przypuszczam, że jesteśmy rzadkim gatunkiem!'

Siostra wyczuwa również, że ludzie są nieszczęśliwi pomimo naszych ostatnich sukcesów ekonomicznych. 'Ludzie na ulicy wyglądają na bardzo smutnych. Kiedy jestem poza klasztorem uśmiecham się do ludzi i bardzo często patrzą na mnie po prostu bez wyrazu i pomimo ich całego bogactwa wyglądają jak gdyby poszukiwali głębszego sensu w życiu.'

Po tym jak żegnam się i opuszczam spokojne otoczenie, by wrócić do gwaru miasta, zastanawiam się czy Galway powodziłoby się lepiej bez tego tajemniczego domu w samym środku miasta. Nie postawiłabym na to!

W ogrodzie
Na modlitwie
Grajmy Panu
Co za zapach!
W ogrodzie
© Poor Clares, Galway | Prawa autorskie